-Kiedy stajemy się naprawdę dojrzali?
-Kiedy potrafimy stać na straży własnej autonomii.
-Ale jak stać na straży czegoś, czego nie ma?
-Zacząć od początku, od podstaw. Zacząć to budować. Najlepszych sposobem, jaki ja poznałam w swojej drodze jest powrót do swojego ciała, swoich instynktów, swoich odczuć. Odzyskanie wewnętrznego kompasu. Zwrócenie go sobie z powrotem, poprzez świadomy powrót do sytuacji, które sprawiały, że go zgubiliśmy.
Tak często słyszę na sesjach : „ja już nie wiem kim jestem”, „nie wiem, czego chcę”, ‘motam się, ulegam, a potem żałuję”. Sama przez lata wchodziłam w sytuacje i relacje, które odbierały mi moją siłę, moją energię i moją moc. Nie potrafiłam sięgnąć po swoje, a jak już to zrobiłam, to bardzo szybko się wycofywałam, miałam poczucie winy, zaczynałam przepraszać, że żyję. Już wtedy miałam głowę napakowaną teorią, wiedziałam co jest zdrowe a co nie, wkuwałam na pamięć teksty z książek o asertywności. W środku nic się nie zmieniało. Co z tego, że umiałam komuś asertywnie wyznaczyć granice jakimś tekstem, jak potem umierałam w poczuciu winy, czułam się, jakbym robiła coś złego… Były momenty, że nie wiedziałam co gorsze: wejść w kolejną toksyczną, osłabiającą mnie rozmowę z osobą, której (wiem to teraz) w ogóle nie powinnam spotykać.. i czuć się potem paskudnie, czy wyznaczyć granice, powiedzieć jej, co myślę i czuć się jeszcze paskudniej. Zawsze tylko mniejsze zło. Co to za wybór!
Wtedy jeszcze nie wiedziałam, że mogę wyznaczać granice i żyć w zgodzie ze sobą i jednocześnie czuć się z tym naprawdę OK. Ale wtedy nie wiedziałam też, że jak wielu rzeczom zaprzeczałam, jak wiele niewyrażonego bólu w sobie nosiłam. Odrzucałam emocje, stawiałam na samodyscyplinę i rozwój osobisty, który wówczas znaczył dla mnie tyle, co tresura. Skupiałam się na „tu i teraz”, zmusiłam do wybaczenia rodzicom, biorąc na siebie winę za moje trudne dzieciństwo i nawet ich prosząc o wybaczenie (o zgrozo!)
Teraz świadomie buduję swoją autonomię. Każdego dnia dokonuję świadomych wyborów, którą drogą pójść. Wyjeżdżona i tak dobrze mi znana koleinka nie zniknęła, ciągle ją widzę, ale podczas pracy z wewnętrznym dzieckiem i uzdrawianiu matczynej rany zbudowałam sobie inne trasy życiowego ruchu. To zachowania nowe, zdrowe, a przede wszystkim zgodne z moją prawdziwą naturą, z moim sercem.
Prawdziwa autonomia oznacza, że nie musimy się nikomu podporządkowywać i jesteśmy w stanie kierować się własnymi, wewnętrznymi miarami. Prawdziwa autonomia polega na tym, że można bezwarunkowo zaakceptować siebie i przejąć pełną odpowiedzialność za swoje życie, niezależnie od tego, co się w tym życiu już wydarzyło. Własne życie nie jest wtedy „życiem na niby”, nie jest „graniem ról”, nie jest czymś, co się kiedyś „później” i „naprawdę” zacznie, lecz uznaniem, że „taki jestem”, „tak jest” (tę definicję zaczerpnęłam z książki „Symbioza i autonomia” Franza Rupperta- mega polecam).
Zbudować swoją autonomię to odzyskać kontakt ze swoim prawdziwym ja, to odzyskać swój wewnętrzny kompas, to ponownie wrócić do ciała, odbierać jego sygnały, czuć emocje i słuchać szeptów swojej duszy. Są to wszystkie te sytuacje, kiedy pozwalasz sobie działać, robić coś, czego pragniesz i co dyktuje Ci swoje serce mimo braku aprobaty otoczenia albo czyjejś krytyki.
Dlaczego nie pozwalasz sobie na pójście do kina, uczestnictwo w warsztatach? Dlaczego nie jesteś w stanie poprosić partnera, żeby zajął się dziećmi i wziąć czas dla siebie? Dlaczego milczysz na temat swoich prawdziwych odczuć i udajesz, że nie przeszkadza Ci brak bliskości, ciepłych słów? Dlaczego godzisz się na bylejakość?
Odpowiedź na te i podobne pytanie znajdziesz w swojej relacji z rodzicami. To, jak traktowali Cię najbliżsi, kiedy byłaś, byłeś dzieckiem oraz to, jak traktowali siebie nawzajem wdrukowało się w Twój system przekonań na temat siebie samej, samego oraz tego, jak masz być traktowana, traktowany.
Przez wiele lat wydawało mi się, że to co mnie spotyka nie może mieć aż takiego związku z moim dzieciństwem. Brałam co mogłam na logikę, uświadamiałam sobie, rozumiałam. Ale dopiero świadome wejście w przeszłe sytuacje, które pozbawiały mnie szansy zbudowania własnej autonomii i ponowne ich przeżycie zaczęły zmieniać mnie od środka.
Dopiero, kiedy spojrzałam na siebie tamtą, małą sercem, a nie umysłem, jak pochyliłam się nad sobą ze współczuciem, jak zobaczyłam niewinności dziecka, którym wtedy byłam… Kiedy pozwoliłam sobie na wyrażenie wszystkiego, czego wtedy nie mogłam, a co od tamtych momentów skrzętnie ukrywałam.., to rozpoczął się mój proces dojrzewania. Teraz stawianie granic, wyrażanie siebie idzie ze środka, przychodzi naturalnie.., kiedy pozwalam sobie czuć i reagować w zgodzie ze sobą.
Oczywiście nie da się być w pełni sobą zawsze i wszędzie. Są sytuacje, są ludzie, którzy nie są w stanie akceptować nas bez zastrzeżeń, których również my nie akceptujemy w pełni. I to jest ok. Jednak właśnie dlatego, że nie możemy nikogo zmieniać na siłę, to troską o siebie i swoją autonomię będzie takie oddzielenie się od niektórych osób, żeby nie musieć zdradzać siebie.
© 2026 Sylwia Kulesza. Zdjęcia: Lubov Lisitsa. Wszelkie prawa zastrzeżone. Kopiowanie, powielanie i rozpowszechnianie treści bez pisemnej zgody autorki jest zabronione. Design by Pix & Hue.