Uzdrawianie matczynej rany. Trudności w procesie. #1

Matka jest dla dziecka całym światem, jest jego „bogiem”. To od niej zależy życie i przetrwanie dziecka. To ona pokazuje dziecku, na jaki świat trafiło- na ciepły i bezpieczny, czy zimny, zagrażający i nieprzewidywalny.

A ponieważ dziecko nie ma porównania- bo matka jest jedna, to w oparciu o kontakt z matką tworzy sobie mapę świata, takie fundamenty, na których potem postawi wszystko inne. Uzdrawiając matczyną ranę decydujemy się na poruszenie tychże fundamentów właśnie. To proces, który porusza nas dogłębnie, który podważa nasze dotychczasowe myślenie nie tylko o naszej relacji z matką, ale również o nas samych, innych ludziach i prawach rządzących tym światem.

A co się dzieje, jak uzdrawiając matczyną ranę tracimy fundamenty? Załamanie. Ruina. Chaos. Kurz i gruz.

To z powodu lęku przed utratą dotychczasowych iluzji i bólem, jaki się z tym wiąże, robimy co tylko, żeby nasz świat nie runą. Zajadamy, zapijamy, kontrolujemy, przepracowujemy się, a nawet chorujemy. Pisałam już kiedyś o mechanizmach obronnych ego– polecam.

A w procesie uzdrawiania matczynej rany chodzi właśnie o to, żeby z tym bólem posiedzieć, żeby w tej ruinie się rozgościć, rozejrzeć i zobaczyć, co nam ona robi. Patrzymy, bynajmniej nie spokojnie, jak kolejne części naszej mozolnie budowanej przez lata iluzji spadają i czekamy aż kurz opadnie. Dopiero wtedy będzie można postawić na to miejsce coś nowego…

To jest wbrew logice, bo przecież nikt o zdrowych zmysłach nie wkłada palca do wrzątku ani nie siedzi spokojnie, kiedy sufit wali się na głowę. Nasz umysł jest tak skonstruowany, żeby chronić nas przed bolesnymi sytuacjami i będzie kazał Ci uciekać. I w tym jest największa trudność- żeby pozwolić tym wszystkim mechanizmom się zamanifestować, ale w nie nie wchodzić, tylko odkryć, przed czym chronią…

To trochę takie siłowanie się z sobą samym. Dlatego mówię często o tym, że proces transformacji to jeden krok w przód, jeden w tył, dwa w przód, znów jeden w tył…  Potrzeba czasu. Im bezpieczniej czujemy się w procesie, im większe mamy zaufanie do siebie, im bardziej się o siebie troszczymy, tym mniej wewnętrznego oporu, tym mniej szaleństwa umysłu, a więcej akceptacji, spokoju i uważności na to, co się właśnie stało gotowe do uzdrowienia.

Trzeba tylko dać sobie ten czas… świadomie.

Zobacz najnowsze posty blogowe

Kiedy on ją wybiera

Kiedy on ja wybiera, Staje przy niej murem.     Kiedy on ją wybiera, Wybiera też trudną drogę patrzenia na to,  co potrzebuje uzdrowienia. W nim, w relacji, w ich

Czytaj dalej »